Nie uszlachetnia
Cierpienie, cierpienie, cierpienie. Wojna, wojna, wojna. Totalitaryzm, totalitaryzm, totalitaryzm. Beznadzieja, beznadzieja, beznadzieja. Tak określiłbym sporą część kanonu lektur z wieku XX, którą maturzysta musi opanować przed swoim egzaminem dojrzałości. Dojrzałości, czyli - wreszcie - realizacji marzeń i ideałów, przekonania o tym, że mam realny i pozytywny wpływ na rzeczywistość. A na "egzaminie dojrzałości" trzeba często opowiadać o klęsce człowieczeństwa i bezsensownym cierpieniu. Gdzie tu logika?
