W czwartek, 25 marca w Szkole STRUMIENIE Stowarzyszenia STERNIK odbyła się konferencja dla rodziców nastolatków „Wystrzeleni na Marsa”. Co to znaczy „pokonać wewnętrznego safe’tystę” i jakie ma to znaczenie dla wychowania nastolatków? Dlaczego mamy wrażenie, że nasze dzieci żyją na innej planecie i jak się tam dostać? Skąd biorą się zranienia u młodych ludzi? Jak chronić ich przed wejściem w uzależnienie? Z tymi kwestiami zmierzyli się zaproszeni goście: Piotr Trudnowski i Dorota Szczęsna.
Gdy patrzymy na dzieci, często wydaje się nam, że są one z zupełnie innej planety – nie rozumiemy ich języka, emocji, zachowań, otoczenia. Stąd tytuł konferencji „Wystrzeleni na Marsa”, który wziął się z książki Jonathana Haidta „Niespokojne pokolenie” wydanej w Polsce przez wydawnictwo Zysk i S-ka – jednego z partnerów konferencji. Spotkanie moderowali pani Maria Biernacka, wicedyrektor ds. wychowawczych w Szkole STRUMIENIE oraz pan Paweł Sobiech, wicedyrektor ds. dydaktycznych w Szkole ŻAGLE.

Pierwszym prelegentem był pan Piotr Trudnowski z Klubu Jagiellońskiego, który w wystąpieniu „Pokolenie Alfa: co wiemy, czego się domyślamy” opowiadał o płynnym przejściu z pokolenia Z do Alfa (czasem mówi się nawet o pokoleniu „zalfa”). Nauczyciele ŻAGLI mieli już okazję wysłuchać jego wykładu o współczesnych nastolatkach i mężczyznach podczas zjazdu nauczycieli szkół męskich w sierpniu 2025 roku w Porszewicach koło Łodzi. Pan Piotr na początku dzisiejszego wystąpienia zderzył nas z liczbami. Liczebność pokoleń w Polsce kształtuje się następująco:
- X (1966-1980): 9,3 miliona,
- Y (1981-1995): 7,2 miliona,
- Z (1996-2010): 5,6 miliona,
- Alfa (2011-2025): 5. milionów.
Ludzi urodzonych w roku 2025 jest tylko 1/3 w stosunku do tych, którzy urodzili się w 1983! To wszystko ma swoje daleko idące konsekwencje. Spójrzmy chociażby na puste podwórka: gdy dziś ktoś wypuszcza dzieci na świeże powietrze, aby bawiły się same, nadgorliwy sąsiad zapyta, czy aby wszystko w porządku. Wyzwaniem staje się niearanżowane spędzenie wolnego czasu, czyli samodzielne (i rówieśnicze) radzenie sobie z nudą. Skoro wskaźniki demograficzne są takie, a nie inne, infrastruktura zaczyna znikać: zamykane są szkoły, dlatego współczesne dzieci – zwłaszcza w centrach dużych miast i na prowincji – rzeczywiście mogą czuć się ostatnim pokoleniem. Stajemy się świadkami niepokojącego zjawiska, które jeszcze nie zostało zbadane – to polaryzacja demograficzna, czyli albo przychodzi na świat bardzo dużo jedynaków, albo mamy nadreprezentację rodzin wielodzietnych.
Co znaczy być urodzonym przy ekranie, czyli status cyfrowego tubylca? To nie jest kwestia naturalnego dostępu do technologii w przypadku dzieci, tylko – uwaga – dorosłych, ich rodziców! Innymi słowy: dzieci widzą ekran nie tyle przed własnymi oczami, ile w naszych rękach!
Ilu dziesięciolatków miało w roku 2021 miało swój smartfon? Pan Piotr przytoczył bardzo ciekawe badanie. Polska wraz z krajami skandynawskimi plasuje się w czołówce – grubo ponad 90%! Widać także, że istnieją państwa w Europie (Francja, Hiszpania, Włochy, Belgia, Niemcy), w których wskaźnik dostępności smartfonów jest różny w zależności od statusu materialnego rodziny, natomiast w Polsce (a także w Danii, Szwecji, Norwegii i Finlandii) ten wskaźnik wynosi niemal dokładnie tyle samo zarówno w przypadku rodzin zamożnych, jak i ubogich.
Skoro smartfony stają się dostępne dla wszystkich niezależnie od położenia geograficznego, kryzysy zdrowia psychicznego nastolatków od około 2010-2012 roku dotyczą wszystkich grup i miejsc bez wyjątku. Dziewczynki są znacznie bardziej podatne na destrukcyjne treści w mediach społecznościowych: spędzają tam znacznie więcej czasu. Od 2010 roku w USA notuje się wzrost zachowań autodestrukcyjnych i samookaleczeń: u chłopców o 48%, u dziewczynek – o 188%! Jednak te statystyki można czytać również tak: największym beneficjentem zakazu smartfonów są właśnie dziewczynki, co można wyczytać z ostatnich badań przeprowadzonych w Norwegii.
Już w Pokoleniu Z 21% badanych twierdzito, że wolałoby, by smartfony nigdy nie zostały wynalezione. Blisko połowa uważała w 2018 roku, że świat byłby lepszy, gdyby nigdy nie wynaleziono TikToka. Stąd nieprzypadkowe słowo świadczące o świadomości zjawiska wśród nastolatków: „smartwica” oznacza zarówno martwicę, jak i nieustanne zmartwienie.
Co z tego wynika? Czy się martwić, czy może docenić to, że nastolatki mają jakiś stopień samoświadomości, nawet jeśli chodzi o nazwanie rzeczy po imieniu: „jestem uzależniony / uzależniona”? Pewne zmiany są już nieodwracalne – mają charakter neurologiczny, a te behawioralne pozostawiły z kolei bardzo głęboki ślad. Co istotne – dla starszych nastolatków smartfony nie były kilka lat temu aż tak oczywiste, ale młodsi już nie będą mieli do nich tak szerokiego dostępu, ponieważ ochronią ich nowe, odgórne regulacje i wynikające z nich społeczne zmiany. Nie zapominajmy, że najprawdopodobniej głębsza krzywda w tym pokoleniu stała się dziewczynom. Prawdopodobnie zbliża się moment, kiedy młodzież oskarży nas – dorosłych – o pokoleniowe zaniedbanie i o to, że otrzymali od nas zbyt łatwy dostęp do technologii.
Pan Piotr zaproponował ciekawy neologizm: ponieważ byliśmy nadopiekuńczy względem dzieci, one stają się „przeopiekowane” i – w konsekwencji – niesamodzielne. Rodzic-helikopter, który dbał o to, by dziecko miało wszelkie możliwe zajęcia pozaszkolne bez czasu na nudę, musi teraz liczyć się z konsekwencjami postawy „dziecko ma smartfon – to znaczy, że jest bezpieczne”. Trzeba więc przeformułować koronny argument powtarzany od kilkunastu lat: „przecież dziecko musi mieć bezpieczne, muszę mieć nad nim kontrolę, gdzie jest i co robi”. Co przerażające, zjawisko „helikopterowania” idzie w parze z malejącym rzeczywistym czasem, który rodzic spędza z dzieckiem. Czyli nie o sport czy „kompetencje przyszłości” tu chodzi, tylko – właśnie – o wspólny czas. Gdy nie ma nudy, nie ma czasu na refleksję, kim się naprawdę jest! A nuda umożliwia rozwój prawdziwych kompetencji: zarządzania własnym czasem, kreatywności, a także otwartości na trudne doświadczenia.
Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jaką krzywdę wyrządził nam wynalazek dziennika elektronicznego. Nie tyle chodzi tu o dostęp o każdej porze dnia i nocy, ile o przerzucenie odpowiedzialności i samodzielności z dziecka na rodzica (co trzeba przynieść na technikę, z czego będzie sprawdzian i tak dalej). Warto przypomnieć sobie czasy uczniowskie, kiedy „oberwałem” (uwagą lub jedynką) za własne zaniedbanie. Dziś nawet… na wagary trzeba umawiać się z rodzicami. Czy o to chodzi?
Trudno tęsknić za czymś, czego nigdy się nie doświadczyło – spójrzmy więc na nasze pociechy i spróbujmy sobie przypomnieć nasze dzieciństwo: nie tylko bez smartfonów, lecz na podwórku, w prawdziwej wolności, kiedy sami ponosiliśmy konsekwencje naszych – często głupich – wyborów. Dziś obserwujemy naprawdę niską skłonność do buntu i ryzyka, ograniczenie samodzielności i niższą tęsknotę za usamodzielnieniem się. Okazuje się, że kultura woke nie jest wyłączną domeną radykalnej lewicy, ale ma swoje odmiany: liberalne, konserwatywne, katolickie.
Dużo można by mówić o wpływie sztucznej inteligencji na nas i pokolenie naszych dzieci. Warto zdać sobie sprawę z tego, że korzystamy z tego dobrodziejstwa zupełnie inaczej, niż nasze dzieci: my pytamy o fakty i dane, natomiast nastolatkowie – o opinie: traktują AI jako wyrocznię, jak radzić sobie z własnymi emocjami i zagubieniem w świecie.
***
Drugą część wykładową prowadziła Dorota Szczęsna ze Stowarzyszenia Katolicki Ruch Antynarkotyczny KARAN. Jej prezentacja miała tytuł „Zranieni? Nastolatek we współczesnym świecie” – tematem były czynniki ryzyka wejścia w uzależnienie. Pani Dorota jest praktykiem, który poznaje świat młodych ludzi z perspektywy gabinetu psychologa.
Skąd się biorą zranienia już u nastolatków? Uzależnienie nie zaczyna się od substancji: zaczyna się od bólu i prób poradzenia sobie z nim. Nastolatek rzadko świadomie „chce się uzależnić” – najczęściej chce przestać cierpieć. Uzależnienie jawi się zatem jako próba uleczenia rany, a nie problem sam w sobie. Pani Dorota podała przykład, że wszystko zaczyna się już od… karmienia piersią. To ma znaczenie, czy mama jest w tę czynność całkowicie zaangażowana, czy przegląda smartfon.
Do czego prowadzą nieuleczone zranienia nastolatków, takie jak rozczarowanie, odrzucenie, wyśmianie, poniżanie, oszustwo czy wykorzystywanie? One siedzą w młodym człowieku tak głęboko, że kierują jego zachowani. Ograniczają rozwój, wpływają na podejmowane decyzje i prowadzą do kolejnych cierpień.
Od czego zaczyna się destrukcja młodego człowieka? Najpierw widoczna jest zmiana w zachowaniu dziecka (co istotne, osoby niezwiązane emocjonalnie z dzieckiem dostrzegą tę zmianę szybciej niż rodzice). Często nie widać rzeczywistej przyczyny tego stanu. U nastolatków zmiana często zaczyna się wewnętrznie, zanim pojawi się coś „uchwytnego” z zewnątrz. Dlaczego tak istotne jest poznanie otoczenia młodego człowieka: z kim spędza czas? Kto go naprawdę zna?
Najczęstsze ukryte procesy zachodzące w nastolatku można sklasyfikować następująco:
- Wewnętrzny kryzys (tożsamość) „kim ja jestem?” – porównywanie się z innymi, wstyd, poczucie bycia „gorszym” na zewnątrz, co na zewnątrz ma takie symptomy, jak wycofanie, drażliwość, dziwne zachowania.
- Niewyrażone emocje – lęk smutek złość (często maskowana). Nastolatek często nie umie tego nazwać albo boi się o tym powiedzieć.
- Problemy w relacjach (często ukrywane) – odrzucenie przez grupę, konflikty, presja rówieśnicza cyberprzemoc: nastolatki bardzo często nie mówią o tym dorosłym.
- Zmiany biologiczne i hormonalne – skoki nastroju, impulsywność, chaos emocjonalny. Dla dorosłego wydaje się to „dziwne”, a dla nastolatka: „normalne, ale trudne”.
W jaki sposób te trudności u nastolatków postępują? Rozwija się depresja (często „bez powodu”). Depresja młodzieńcza u nastolatków rzadko wyglada jak „smutek i płacz”. Częściej da się zaobserwować drażliwość („wszystko mnie wkurza”), wycofanie z relacji (zamykanie się w pokoju), utratę zainteresowań (gry, sport, znajomi przestają cieszyć), zmianę snu (za dużo / za mało), brak energii („nie mam siły żyć, ale nie wiem, czemu”), a także spadek funkcjonowania szkolnego („pustka”, „nic nie czuję”).
Warto zrobić krok wstecz – zwłaszcza jako rodzic, tutor czy nauczyciel. Czy jesteśmy świadomi naszych własnych emocji? Czy myślimy nad źródłem naszego rozdrażnienia, rozczarowania, smutku? Czy w ogóle mamy czas na taką refleksję?
A co się kryje pod pierwszymi symptomami depresji u młodzieży? Tłumione emocje (złość, smutek, wstyd), wewnętrzny krytyk („jestem do niczego”), chroniczne napięcie („wyczerpanie systemu”), relacyjne mikrourazy (odrzucenie, brak bycia widzianym). Czerwonymi flagami powinny być dla nas, dorosłych: myśli rezygnacyjne („po co żyć”), autoagresja i nagłe odcięcie od wszystkiego, co wcześniej byto ważne.
Warto pochylić się nad takim – wydawałoby się – typowym kazusem. Syn mówi do ojca: „Ja nie potrzebuję od ciebie rad. Ja chcę, żebyś mnie wysłuchał”. W takiej sytuacji u rodzica uruchamiają się lęki: czy będę umiał pomóc? Czy dam radę? A przecież najważniejsze w takim momencie jest przyjęcie emocji dziecka. Najpierw trzeba jednak sobie poradzić z własnymi emocjami, czyli je nazwać i nimi zarządzić. Dlatego do gabinetów psychoterapeutycznych przychodzą dzieci razem z rodzicami.
A co z zaburzeniami lękowymi u dzieci? Lęk u nastolatka często nie będzie nazywany lękiem. Jego objawy to: unikanie szkoły i ludzi, bóle brzucha, głowy (bez przyczyny medycznej), napięcie, rozdrażnienie, trudność w zasypianiu, katastroficzne myśli („na pewno coś pójdzie źle”), perfekcjonizm lub paraliż („nic nie zrobię, bo zrobię źle”). Co tymczasem kryje się pod spodem: lęk przed oceną (bardzo częsty!), brak poczucia bezpieczeństwa w relacjach, nadmierna kontrola lub jej brak w środowisku, doświadczenia zawstydzenia i porażki. Lęk przybiera następujące formy: lęk społeczny („wszyscy mnie oceniają”), lęk uogólniony (ciągłe napięcie) oraz napady paniki (nagłe: serce, duszność, „umieram”).
Najtrudniejsze do rozpoznania są jednak inne zaburzenia, które zaczynają się od bardzo drobnych symptomów.
Pierwsze z nich to zaburzenia odżywiania. Można je poznać po takich symptomach, jak obsesja na punkcie wyglądu, ograniczanie jedzenia lub napady jedzenia, poczucie winy po jedzeniu, ukrywanie jedzenia. Pod powierzchnią kryje się tu potrzeba kontroli, niska samoocena oraz wstyd wobec ciała. U nastolatek zaburzenia odżywiania prowadzą nawet do zażywania amfetaminy lub przyjmowanie tasiemca!
Kolejne to zaburzenia osobowości: Nie diagnozuje się ich od razu, ale widać wzorce, takie jak: skrajne emocje, niestabilne relacje („kocham – nienawidzę”), silny lęk przed odrzuceniem, impulsywność. Takie symptomy było widać na przykład w czasie klęsk żywiołowych, kiedy służby niosły pomoc, ale same nie otrzymywały żadnego wsparcia emocjonalnego.
Obserwujemy u nastolatków także zaburzenia autodestrukcyjne. Niepokojące sygnały to: cięcia, przypalania, ukrywanie ciała, noszenie długich rękawów. Ich funkcją jest regulacja emocji („chcę coś poczuć albo przestać czuć”) Ta regulacja emocji ma ścisły związek z uzależnieniami, na przykład behawioralnymi (telefon, gry, pornografia) lub od substancji psychoaktywnych. Bardzo ważne jest to, że nie chodzi tu o „przyjemność”, tylko o regulowanie emocji rozumiane jako ucieczka od napięcia.
W związku z tym dorosły (na pierwszym miejscu: rodzic) musi pozwolić dziecku przeżywać i wyrazić emocje, by się nie kumulowały i nie prowadziły do tych zaburzeń! Ich cechy wspólne bowiem to brak regulacji emocji, brak bezpiecznej przestrzeni na ich przeżywanie, narastające napięcie oraz niepokojące objawy, które są ich „rozładowaniem”. W tym kontekście pani Dorota poleciła pewną książkę. Szczególnie trudne dla rodziców zadanie brzmi: jak być na tyle blisko, uważnym i atrakcyjnym, żeby dziecko chciało spędzać czas „bardziej” z nami niż z rówieśnikami!
Jak to wszystko czytać jako dorosły? Zadając sobie pytanie: „z czym on sobie nie radzi wewnętrznie?” Trzeba obserwować zmiany (a nie pojedyncze zachowania) – czy coś trwa dłużej niż 2-3 tygodnie? Czy pogarsza funkcjonowanie? Trzeba dostrzec na funkcję objawu na zasadzie: unikanie prowadzi do lęku, wycofanie do depresji i wstydu, zaś agresja – do przeciążenia emocjonalnego. Reagować należy wcześnie (nie czekając, aż „minie”). Liczy się rozmowa, obecność, a kiedy trzeba – konsultacja psychologiczna, terapeutyczna lub psychiatryczna. Kluczowe pytanie do nastolatka brzmi zatem: „Co jest teraz dla Ciebie najtrudniejsze, nawet jeśli to wydaje się małe?”.
Jeżeli widzimy symptomy uzależnień, trzeba znaleźć przede wszystkim dobrego psychoterapeutę uzależnień.
Kiedy mamy obowiązek działać? To nie zmuszanie – to ratowanie życia w takich okolicznościach, jak myśli samobójcze samookaleczenia silna depresja (np. nie wstaje z łóżka) zagrożenie życia i zdrowia. Co wtedy robić? Iść do psychiatry bez zgody dziecka, pojechać na SOR psychiatryczny i wezwać pomoc (112).
Liczne są czynniki ryzyka uzależnień: genetyczne, społeczne (rodzina, rówieśnicy, świat), psychologiczne i duchowe. Są to niezaspokojone potrzeby, presja grupy, poczucie niedopasowania, niedojrzałość emocjonalna, niska odporność na stres, ucieczka od problemów i emocji, ale też poczucie winy, pustka i brak sensu. Im więcej czynników i im dłużej działają, tym większe zagrożenie.
Dlaczego młodzi ludzie sięgają po substancje psychoaktywne? Największym problemem jest tu… nadopiekuńczość, czyli zaburzone więzi emocjonalne w rodzinie (oziębłość emocjonalna, nadopiekuńczość, brak prawidłowej komunikacji), a na dalszych miejscach ciekawość, chęć spróbowania, jak działa, przeżycie nieznanego doświadczenia, presja kolegów i koleżanek, ucieczka od przykrych emocji (niezadowolenie z siebie i swojego życia, konflikty i napięcia wewnętrzne), problemy szkolne (niepowodzenia), problemy w domu (alkoholizm rodziców, rozwód), brak atrakcyjnych sposobów spędzania wolnego czasu (nuda). W przypadku rodziców 17-latków bardzo ważne jest to, by nastolatek sam się obudził (i ewentualnie poniósł konsekwencje spóźnienia) zamiast wyciągać go z łóżka!
Dużo usłyszeliśmy o kolejnych wariantach niebezpiecznych i trudnych do wykrycia substancji psychoaktywnych. O tym można przeczytać w wielu źródłach. Ale co jest dziś „najbardziej modne” wśród młodzieży? Alkohol, vale, nikotyna, a także narkotyki, mieszanki leków i napoje energetyczne. To, co się zmieniło w ostatnich latach, to nie tylko substancje, ale funkcja: mniej „eksperymentowania”, a więcej: regulacji emocji, ucieczki od napięcia, znalezienie sposobu na poradzenie sobie z pustką i traumą.
Najmodniejszym dziś kanałem dystrybucji substancji psychoaktywnych wśród nastolatków jest Telegram, czyli aplikacja bez kontroli. To z kolei sprzyja anonimowości i wejściu w narkotyki bez bariery społecznej (nawet nie jest potrzebny bezpośredni kontakt z dealerem).
Na koniec wystąpienia pani Dorota Szczęsna podała bardzo ważną definicję: czym naprawdę jest uzależnienie? Uzależnienie to przewlekła, nawracająca choroba ośrodkowego układu nerwowego, charakteryzująca się kompulsywnym poszukiwaniem i przyjmowaniem substancji lub wykonywaniem czynności, pomimo negatywnych konsekwencji. Istnieją uzależnienia fizjologiczne, ale także psychiczne (hazard, objadanie się, kupowanie) i społeczne (wynikające z lęku przed odrzuceniem).
Są cztery fazy uzależnienia – rodzice zgłaszają dzieci do specjalisty dopiero na przełomie fazy drugiej i trzeciej:
- Eksperymentowanie dla przyjemności i rekreacji.
- Stan odurzenia przyjemnością (nadużywanie).
- Stan odurzenia celem nadrzędnym (przyzwyczajenie).
- Stan odurzenia staje się normą.
Pamiętajmy, że uzależnienie dotyka całej rodziny! Rodzina w takiej sytuacji jest „zakorzeniona we wstydzie”, izoluje się od innych, jej członkowie nie mogą zaspakajać swoich indywidualnych potrzeb, panuje nadkontrola, perfekcjonizm, wzajemne oskarżanie; ponadto rodzina uwikłana w uzależnienie nie jest w stanie sama poradzić sobie z problemem
Gdy dziecko eksperymentuje – co robić? Na pewno nie panikować, nie ukrywać problemu, rozmawiać na trzeźwo i spokojnie. Słuchać, pytać, nie oskarżać. Mówić o swoich uczuciach, jasno stawiaj granice i zgłosić się do specjalisty.
A co naprawdę chroni dziecko? Obecność, relacja, konsekwencja, zainteresowanie światem dziecka, bezpieczna więź – bycie przykładem, kimś, na kogo zawsze można liczyć, a także jasne stawianie granic.
Uzależnienie to nie bunt. Nie brak silnej woli. Nie zła młodzież. To wołanie o pomoc. To historia zranienia.
***
Pan Paweł Sobiech, który moderował konferencję, podsumował wystąpienie pani Doroty Szczęsnej tak: najpierw trzeba wyregulować własne emocje i wyleczyć własne zranienia. Po naszej stronie jest wpływ na to, czym będziemy obdarowywać nasze dzieci. Czy będziemy akceptowali ich emocje (ale nie zachowania)? To oznacza dużą pracę do wykonania przez nas – dorosłych, rodziców.
Pod koniec konferencji odbył się krótki panel dyskusyjny na podstawie pytań przesłanych przez formularz Forms.
Jak znaleźć balans między nadopiekuńczością i pozostawieniem przestrzeni wolności? Pan Piotr Trudnowski powiedział, że każdy musi mieć „wewnętrzny radar”. Powołał się na przykład swoich teściów, którzy łącznie mają już 18 wnuków. Skoro muszą podzielić swoją uwagę na tylu członków rodziny, w naturalny sposób traktują wszystkich w sposób sprawiedliwy. Tu warto jeszcze raz podkreślić wartość spontanicznej, dziecięcej zabawy niekontrolowanej przez dorosłych.
Pytanie do pani Doroty Szczęsnej dotyczyło tego, jak rozróżnić naturalne zmiany hormonalne u dziewcząt od rzeczywiście niepokojących symptomów. Pani Dorota powtórzyła myśl ze swojego wystąpienia. Najważniejsza rzecz – obserwować, słuchać i zdobywać wiedzę o dziecku i jego otoczeniu, ale też (a może przede wszystkim) poznać samego siebie: czy nie przesadzam, czy sam nie jestem zbyt lękliwy…? Innymi słowy – stworzyć takie warunki, żeby dziecko samo powiedziało, co się stało. Jeśli chodzi o alkohol, który w każdym pokoleniu stanowił i stanowi pokusę – czym innym jest stworzenie możliwości spróbowania go w kontrolowanych warunkach (czyli w domu), a czym innym nasze przyzwolenie (czyli obojętność). Gdy dziecko wraca pijane z imprezy – nie ma co wpadać w panikę, ale zawsze warto spytać: „co Ci to dało”. Nie zapominajmy, że dziś dostępne substancje są znacznie bardziej niebezpieczne niż 20-30 lat temu.
Końcowa zachęta od moderatorów – pani Marii Biernackiej i Pawła Sobiecha – brzmiało: nie bać się prosić o radę i śmiało pytać ludzi doświadczonych, jak poradzić sobie z ekranami. A także znaleźć się na tym Marsie razem z dzieckiem: zrozumieć je, towarzyszyć mu, spróbować się skomunikować z nim jego językiem i na jego płaszczyźnie.

Bardzo znaczący, dobry i owocny czas dla rodziców.
Dane, analizy, wykresy, przykłady, human story a ponad wszystko lekka i przystępna formę tak u Piotra Trudnowskiego jak i u Pani Doroty Szczęsnej.
Nieco odkrywcze było że uzależnienia to nie bunt czy brak silnej woli ale wołanie o pomoc.
A zatem mocnym antidotum jest: bycie blisko dziecka, czas, aktywność wspólna, rozmowa, czyli autentyczna relacja!