Potop w liceum jest omawiany we fragmentach. Słyszę głosy, że słusznie, skoro „i tak nikt tego nie przeczyta” – a szkoda. Ostatnio odkrywam, że dla młodszych uczniów jest to bardzo przystępna powieść przygodowa, tacy „Zwiadowcy 2.0”, ale czytelnik rozumiejący więcej kontekstów kulturowych i zainteresowany krytycznym spojrzeniem na naszą historię odkryje, że to dzieło – jak cała Trylogia – zawiera w sobie ogromne nasycenie symboli, alegorii i naszych narodowych mitów.
W iluż to wypracowaniach czytałem o przemianie Kmicica, kulminacyjnym znaczeniu obrony Jasnej Góry i wysadzenia kolubryny. To tyle, co każdy wynosi ze szkolnej edukacji, niezależnie od tego, czy Potop w ogóle otworzył, czy nie. Ostatnio moją uwagę zwrócił jednak pewien epizod poprzedzający ten bohaterski czyn:
Pan Kmicic stał obok pana Czarnieckiego właśnie wprost kościółka i widział wszystko doskonale. Na jagody wystąpiły mu silne rumieńce, oczy stały się do dwóch świec podobne, a w ręku dzierżył łuk wyborny, który w spadku po ojcu dostał, a ten go pod Chocimiem na jednym sławnym adze zdobył. Słuchał tedy pogróżek i wymysłów, a wreszcie, gdy olbrzymi rajtar przypadł pod skałę i począł wrzeszczeć, zwrócił się pan Andrzej do Czarnieckiego:
— Na Boga! przeciw Najświętszej Pannie bluźni… Ja niemiecką mowę rozumiem… bluźni strasznie!… Nie wytrzymam!
I zniżył łuk, lecz pan Czarniecki uderzył po nim ręką.
— Bóg go za bluźnierstwa skarze — rzekł — a ksiądz Kordecki nie pozwolił pierwszym nam strzelać, chybaby oni zaczęli.
Ledwie domówił, gdy rajtar podniósł kolbę muszkietu do twarzy, strzał huknął, a kula nie dobiegłszy murów, przepadła gdzieś między szczelinami skały.
— Teraz wolno? — krzyknął Kmicic.
— Wolno! — odpowiedział Czarniecki.
Kmicic, jako prawdziwy człek wojny, uspokoił się w jednej chwili. Rajtar, osłoniwszy dłonią oczy, patrzył za śladem swej kuli, a on naciągnął łuk, przesunął palcem po cięciwie, aż zaświegotała jak jaskółka, a następnie wychylił się dobrze i zawołał:
Zwróćmy uwagę najpierw na „łuk wyborny, który w spadku po ojcu dostał”. Zostawmy na boku realia historyczne – owszem, strzelano z łuków, ale traktowano je jako broń pomocniczą, gdyż posługiwano się przede wszystkim artylerią. „Łuk wyborny” (inwersja – przydawka znajduje się po rzeczowniku), do tego otrzymany jako cenna pamiątka – to reminiscencja eposu homeryckiego. Strzały z łuku pojawiają się co prawda w Iliadzie i Odysei, ale w bardzo określonych sytuacjach. Filolog klasyczny Józef Macjon (Z badań nad homeryzmami „Potopu” Henryka Sienkiewicza, „Collectanea Philologica” 1995) napisał:
Kod etyczny greckiego rycerstwa z zasady wykluczał używanie łuku. Posługiwali się nim tchórzliwi i podstępni Azjaci (Pandar) i bogowie, których ludzkie normy nie obowiązują. Odyseuszowi zaś łuk służył do zabawy (nie zabrał go pod Troję) i do rozprawy z zalotnikami.
Istotnie, nie godziło się posługiwać tą bronią pod Troją, ale w Odysei po powrocie do Itaki tytułowy bohater za pomocą łuku zabił 108 zalotników wiernej Penelopy („gachów”, czyli „rozpustników”, „cudzołożników”, „kochanków”). Łuk ten był podarunkiem dla Odyseusza od Ifitosa, który z kolei otrzymał go od swego ojca, Eurytosa, i służył w zawodach łuczniczych. Miał ponadto niezwykłą właściwość – nikt poza właścicielem nie potrafił go naciągnąć, czyli poprawnie się nim posłużyć (nie przypomina to Arturiańskiego Excalibura czy Zerwikaptura będącego własnością Longinusa Podbipięty?).
Co więcej, to nie przypadek, że „cięciwa zaświergotała jak jaskółka”. Porównanie do pisku jaskółki pojawia się zarówno w oryginalnym tekście Homera, jak i tłumaczeniu Lucjana Siemieńskiego, które znał Sienkiewicz. Jak stwierdził Józef Macjon:
Kiedy Andrzej Kmicic strzela z łuku, mamy przed sobą naprawdę nie chorążego orszańskiego, lecz samego Odyseusza.
Zdanie Kmicica „nie wytrzymam”, świadczące o ogromnym (słusznym i usprawiedliwionym) gniewie, przypomniało mi z kolei o Matatiaszu z Pierwszej Księgi Machabejskiej (1 Mch 2, 19-28).
Na to jednak Matatiasz odpowiedział donośnym głosem: «Jeżeli nawet wszystkie narody, które mieszkają w państwie podległym królewskiej władzy, na znak posłuszeństwa swemu królowi odstąpiły od kultu swych ojców i zgodziły się na jego nakazy, to jednak ja, moi synowie i moi krewni będziemy postępowali zgodnie z przymierzem, które zawarli nasi ojcowie. Niech nas [Bóg] broni od przekroczenia prawa i jego nakazów! Królewskim rozkazom nie będziemy posłuszni i od naszego kultu nie odstąpimy ani na prawo, ani na lewo».
Zaledwie skończył mówić te słowa, pewien człowiek, Judejczyk, przystąpił do ołtarza w Modin, ażeby złożyć ofiarę, zgodnie z królewskim dekretem. Gdy zobaczył to Matatiasz, zapłonął gorliwością i zadrżały mu nerki, i zawrzał gniewem, który był słuszny. Pobiegł więc i zabił tamtego obok ołtarza. Zabił wtedy także królewskiego urzędnika, który zmuszał do składania ofiar, ołtarz zaś rozwalił. Zapałał gorliwością o Prawo i tak uczynił jak Finees Zambriemu, synowi Saloma.
Wtedy też Matatiasz zaczął w mieście wołać donośnym głosem: «Niech idzie za mną każdy, kto płonie gorliwością o Prawo i obstaje za przymierzem». Potem zaś on sam i jego synowie uciekli w góry, pozostawiając w mieście wszystko, co tylko posiadali.
Epizod ten był sygnałem do rozpoczęcia powstania Machabeuszy, które było reakcją na przymusową hellenizację Judei w czasach Antiocha IV Epifanesa oraz profanację świątyni. Określenie „zadrżały mu nerki” to semityzm oznaczający najbardziej gwałtowne poruszenie ciała i duszy, jakie można sobie wyobrazić; wybuch skrajnej emocji – nerki bowiem to w języku Biblii „najgłębsze, ukryte wnętrze człowieka, jego sumienie, emocje oraz najskrytsze myśli”. Jasna Góra w narracji Sienkiewicza oznacza duchowe centrum Polski, które należy za wszelką cenę ochronić przed żywiołem obcej religii i pogaństwa, bo to nieuchronnie doprowadzi do utraty suwerenności i tożsamości. Tak samo w historii Izraela Jerozolima stanowiła centrum religijno-polityczne: zburzenie świątyni w roku 70 oznaczało więc koniec jednolitego państwa (rozproszenie, życie w diasporach) oraz kres dotychczasowego, scentralizowanego kultu Jahwe.
Dlaczego żywioł szwedzki (czyli luterański) w wyobraźni bohaterów Potopu oznacza ohydę i pogaństwo? Kiedy Zagłoba i towarzysze wznosili toasty pod Tykocinem, scharakteryzowali najeźdźców w zasadzie tak samo, jak Jan Kochanowski nazwał Tatarów w Pieśni o spustoszeniu Podola „psami bisurmańskimi” – „pies” bowiem to biblijne określenie poganina:
Którzy [Szwedzi] symulują, że w Pana Jezusa wierzą, chcąc bezecność swą pokryć, a w rzeczy, jakem to już powiadał, do miesiąca jako psi wyją i na tym cała ich wiara polega.
— I tacy to ręce na splendory jasnogórskie podnoszą!
— W sednoś waszmość utrafił, mówiąc o ich wierze — rzekł Wołodyjowski do Zagłoby — bo ja sam słyszałem, jak do miesiąca wyli. Powiadali później, że to ich luterskie psalmy, ale to pewna, że takie psalmy i psi śpiewają.
— Jakże to? — rzekł pan Roch — samiż między nimi tacy synowie?
— Nie masz innych! — rzekł z głębokim przekonaniem pan Zagłoba.
— Król ich gorszy od wszystkich. On to tę wojnę podniósł umyślnie, aby mógł prawdziwej wierze do woli po kościołach bluźnić.
Na to podniósł się pan Roch, mocno już podpiły, i rzekł:
— Jeżeli tak, tedy jako mnie tu, waszmościowie, widzicie, jakem Kowalski! tak w pierwszej bitwie prosto na króla szwedzkiego skoczę! Choćby też stał w największej gęstwie, nic to! Moja śmierć albo jego!… a taki kopią się do niego złożę… Miejcie mnie waćpanowie za kpa, jeśli tego nie uczynię!
Zarówno w roku 1575, jak i w roku 1655 Polska znalazła się w sytuacji szczególnego zagrożenia, kiedy to żywioł militarny i pogańska dzikość stały się śmiertelnym niebezpieczeństwem dla ciał i dusz Polaków. Nieprzypadkowo więc Kochanowski posłużył się symbolem „odbieżałego stada”, nawiązując do wizerunku Jezusa jako Dobrego Pasterza, a Polaków porównując do Jego wiernych – łagodnych i niewinnych owiec. Słuszny gniew, nawoływanie do poświęcenia wszystkich sił i zjednoczenia to skuteczne środki, by się przed tymi zagrożeniami obronić.
Jeden obrazek, kilka zdań, a jak wiele kontekstów. Mitologia i mit Polski – przedmurza chrześcijaństwa skontaminowany z mitem Sarmaty – Polaka-katolika. Kolejny przykład potwierdzający tezę, że książki warto czytać niespiesznie, wracać do nich, rozsmakowywać się brzmieniem pojedynczych zdań lub przebiegiem z pozoru nieznaczących epizodów, by następnie – kto wie – postawić lekturze pytania oraz potwierdzić (lub podważyć) obecną w niej wizję świata, historii, człowieka…?
