Rok 1984 Orwella to jedna z najważniejszych książek XX wieku oraz jedna z lektur obowiązkowych na poziomie podstawowym. Jest to antyutopia, zatem mamy w tej powieści do czynienia ze specyficznie spreparowaną konstrukcją świata przedstawionego, niemniej ta lektura wzbudza u mnie niechęć i sprzeciw. Czy dałoby się tę historię napisać inaczej?
Zacznijmy od konfrontacji Winstona Smitha i O’Briena, która ma miejsce pod koniec powieści:
— Kontrolujemy życie, Winstonie, na wszystkich poziomach. Wyobrażasz sobie, że istnieje coś takiego jak natura ludzka, która, rozsierdzona wskutek naszych działań, zwróci się przeciwko nam. Ale to my stwarzamy naturę ludzką. Ludzie są nieskończenie plastyczni. Możliwe, że nadal wierzysz, iż zbuntują się prole albo niewolnicy i nas obalą. Zapomnij o tym. Oni są bezbronni jak zwierzęta. Ludzkość to Partia. Wszyscy inni znajdują się poza systemem, nie liczą się.
— Wszystko jedno. W końcu was pokonają. Wcześniej czy później zobaczą, kim naprawdę jesteście, a wtedy rozerwą was na strzępy.
— Dostrzegasz jakieś sygnały, żeby to się działo? Albo jakąkolwiek przyczynę, dla której miałoby się wydarzyć?
— Nie. Ale wierzę w to. Wiem, że przegracie. Jest we wszechświecie coś, nie wiem… Jakiś duch, jakaś zasada, której nigdy nie pokonacie.
— Więc czym jest ta zasada, która nas pokona?
— Jeśli jesteś człowiekiem, Winstonie, to jesteś ostatnim z ludzi. Twój gatunek już wymarł, my przychodzimy po was. Nie rozumiesz, że jesteś sam? Żyjesz poza historią, nie istniejesz. — Ton głosu uległ zmianie i O’Brien dodał szorstko: — Uważasz, że stoisz moralnie wyżej od nas, od naszych kłamstw i okrucieństwa?
— Tak, uważam się za lepszego.
O’Brien milczał. Rozległy się dwa inne głosy. Po chwili Winston zorientował się, że jeden z nich należy do niego. Było to nagranie rozmowy, którą odbyli z O’Brienem tamtego wieczora, kiedy przystępowali do Bractwa. Winston usłyszał, jak obiecuje kłamać, kraść, fałszować, mordować, zachęcać do zażywania narkotyków i prostytucji, rozprzestrzeniać choroby weneryczne, oblać twarz dziecka kwasem. O’Brien machnął niecierpliwie ręką, jakby uważał, że szkoda czasu, żeby kontynuować to przedstawienie. Przekręcił gałkę i głosy ucichły.
Pasy się rozpięły. Winston postawił nogi na ziemi i wyprostował się niepewnie.
— Jesteś ostatnim człowiekiem — powiedział O’Brien. — Jesteś strażnikiem ludzkiej duszy. A teraz poznasz całą prawdę o sobie. Rozbierz się.
To jedyny moment w Roku 1984, gdzie jest mowa o naturze ludzkiej oraz o ludzkiej duszy. Jeżeli uznajemy, że duszy, ludzkiej natury ani Boga nie ma – nic dziwnego, że usiłowania Winstona okazały się całkowicie daremne. Wielki Brat uzyskał bowiem dostęp do najgłębszej podświadomości bohatera, o czym przekonaliśmy się w Pokoju 101. A może podświadomość nie leży jednak najgłębiej – załóżmy, że istnieje ludzka dusza, a – co za tym idzie – sumienie, tożsamość, wolność, niezależność, transcendencja, jedność. Co wtedy?
Kto mógłby napisać tę historię inaczej? Między innymi Jan Patočka. Zaproponowałem go nie tylko ze względu na moją sympatię do Czechów. Patočka bowiem to jeden z najwybitniejszych filozofów XX wieku, uczeń Husserla i Heideggera. Wbrew utrwalonemu u nas stereotypowi Czecha-ateisty, pisał on o wartościach duchowych, niezłomności i wierności własnemu sumieniu – powiedział kiedyś: „tylko dla tego, za co warto umrzeć, warto również żyć”. Zapłacił za to najwyższą cenę – inwigilowany przez Státní bezpečnost (StB), zmarł po wyczerpującym przesłuchaniu w 1977 roku, w wieku niespełna 70 lat. Wraz z Václavem Havlem został rzecznikiem Karty 77, a po śmierci Havel poświęcił mu swój najsłynniejszy esej „Siła bezsilnych”.
Patočka dużo pisał o Platonie i jego koncepcji troski o duszę (péče o duši). To zadziwiające, że widział właśnie w niej drogę ocalenia człowieczeństwa w totalitarnej rzeczywistości Czechosłowacji. Patočka, myśląc historycznie, widział w idei troski o duszę (oraz jej praktycznej realizacji) fundament całej kultury europejskiej – fundament, na którym można zbudować coś, co jest ponadczasowe i niezmienne:
dusza staje się tym, czym może być: jedną, pozbawioną sprzeczności, wykluczającą wszelką możliwość ujawniania się pary przeciwieństw, a z tego powodu będącą w stałym kontakcie z czymś, co trwa, co jest pewne. Na tym, co jest pewne, musi się opierać wszystko.
Oto remedium na Orwellowskie dwójmyślenie. Wymaga ono jednak – zdaniem Patočki – pracy nad przybliżaniem się do odwiecznego, idealnego wzoru, podjęciu wysiłku, który da nam trwałość i pewność w obliczu historycznych i egzystencjalnych zawirowań. Nie obroni jednak przed ich konsekwencjami, co filozof potwierdził własnym „męczeństwem” w roku 1977 – jak stwierdził Marek Drwięga:
Jej praktykowanie samo może wystawiać człowieka na niebezpieczeństwa, co widać wyraźnie na przykładzie Sokratesa. Wówczas to odpowiednio uformowana dusza pozwala mężnie znosić oskarżenia i zarzuty oraz innego rodzaju niedogodności, niekiedy bardzo poważne, łącznie z wystawianiem się na ryzyko śmierci.
Patočka – za Platonem – podkreśla, że dusza ludzka znajduje się w nieustannym ruchu między jednością wielością doxa (złudzeń, mniemań). Pisze Marek Drwięga:
Albo będzie to dusza uformowana w obszarze doxa, a więc dusza z relacji, które ma codziennie z rzeczami i innymi, a tym samym dusza nieokreślona, bez konturów, bez jasno określonych granic, albo też dusza związana z refleksją, ciągłym kwestionowaniem, która pozostaje w kontakcie z tym, co wyraźnie określone, jasne i precyzyjne.
Konstrukcja świata przedstawionego Roku 1984 nie sprzyjała temu odkrywaniu ostatecznej określoności, jasności i precyzyjności. Ciągłe przepisywanie historii od nowa w Ministerstwie Prawdy i zmiana sojuszu polityczno-wojskowego (która to już?) ukazują, że nie ma prawdy – wszyscy stali się niewolnikami obowiązującej interpretacji (stworzonej) rzeczywistości, która już za chwilę może zostać ponownie podważona. O’Brien chce Winstonowi udowodnić, że prawda jest mniemaniem, a mniemanie – ostateczną rzeczywistością.
W tym miejscu jednak trzeba zwrócić uwagę na istotny paradoks. Slogany Partii mają zawszę tę samą, niezmienną postać:
WOJNA TO POKÓJ
WOLNOŚĆ TO NIEWOLA
IGNORANCJA TO SIŁA
Prawda w Oceanii to trzy proste zdania, które każdy zna na pamięć. Semantycznie są to jednak wewnętrzne sprzeczności, które – zgodnie z zasadami dwójmyślenia – w umyśle zostają zniesione. Skoro pod względem logicznym są to stwierdzenia „a to nie-a”, ich desygnatem może być wszystko (cokolwiek) lub nic – tym więc jest prawda w Roku 1984, czyli kłamstwem i dominacją silniejszego. Skoro te hasła są prawdziwe, równie prawdziwe jest zdanie 2+2=5. A czym jest prawda według Patočki w kontekście troski o duszę? Obiektywną rzeczywistością, ale o wiele bardziej złożoną i wymagającą, jak pisze w swoich Esejach heretyckich o filozofii dziejów:
Troska o duszę oznacza, że prawda nie jest raz na zawsze dana ani nie jest sprawą samego tylko zrozumienia i przyjęcia do wiadomości, lecz że jest trwającą przez całe życie, samokontrolującą, samojednoczącą praktyką myślowo-życiową.
[…]
Ta ontologia jest dlatego filozofią duszy, która przez wejrzenie w różnicę między prawdziwym, transcendentnym, ze swej natury wiecznie niezmiennym byciem a naszą rzeczywistością ulotnego jedynie, zmiennego sądu zyskuje dopiero swój własny, jednolity rdzeń, zdolny stawić czoło naciskowi wszelkich możliwych problemów, które w przeciwnym razie miotałyby duszę na wszystkie strony. Jedność jest istotą duszy, a osiąga się ją poprzez myśl, dialog wewnętrzny, dialektykę, która jest właściwą metodą pojmowania i istotą rozumu.
Jeżeli nie ma ludzkiej natury, duszy ani Boga, Winston jest skazany na porażkę. Ostatecznie pokochał Wielkiego Brata nie dlatego, że tego tego chce lub nie, nawet nie dlatego, że O’Brien musiał włożyć w jego „reedukację” nie wiadomo jaki wysiłek – jestem przekonany, że tak skonstruowany człowiek w tak zbudowanym świecie przedstawionym powieści Orwella dobrowolnie, prędzej czy później, poddałby się takiemu samounicestwieniu. Dlatego tak sztucznie brzmią dla mnie pojęcia i ich określenia pojawiające się w poniższym fragmencie („błogie rozmyślania”, „dusza”, „czystość”, „wybaczenie”, biel płytek i światło słoneczne) – w świecie bez prawdy i wolności są one całkowicie puste, skoro piękno natury idzie w parze do przyznania się do winy i oskarżenia innych:
Winston, pogrążony w błogich rozmyślaniach, nie zwrócił uwagi, że ponownie napełniono mu szklankę. Już nie biegł i nie krzyczał. Znajdował się znowu w gmachu Ministerstwa Miłości. Wszystko zostało wybaczone, jego dusza była czysta jak śnieg. Siedział na ławie oskarżonych, do wszystkiego się przyznając i obciążając wszystkich. Szedł korytarzem, wyłożonym białymi płytkami, czując na sobie światło słoneczne, a za plecami obecność uzbrojonego strażnika. Wyczekiwana kula zaraz rozsadzi mu mózg.
A gdyby zamiast antyutopii zbudować inny świat przedstawiony, a bohaterów wyposażyć w duszę, wolność i perspektywę transcendentną? Wystarczy jeden człowiek, który rozpozna tragizm swojego położenia w totalitarnym państwie, ale który rzeczywiście troszczy się o swoją duszę. Na jednym się nie skończy, bo – skoro istnieje ludzka natura – inni bohaterowie też ją posiadają. Tak rodzi się tzw. solidarność zachwianych (kluczowe pojęcie filozofii Patočki, które znajdzie swoją kontynuację w esejach Havla):
Solidarność tych, którzy potrafią zrozumieć, o co chodzi w życiu i śmierci, a tym samym w dziejach. Że dzieje są konfliktem samego g o ł e g o ż y c i a, spętanego strachem, z życiem na szczycie, które nie planuje przyszłych powszednich dni, lecz widzi jasno, że dzień powszedni, jego życie i „pokój” mają swój kres. Tylko ten, kto potrafi to zrozumieć, kto jest zdolny do nawrócenia, do metanoi, jest człowiekiem duchowym.
[…]
Solidarność zachwianych potrafi powiedzieć „nie” tym zabiegom mobilizacyjnym, które utrwalają stan wojny. Nie będzie ona sporządzać programów pozytywnych, lecz będzie przemawiać na sposób Sokratesowego daimoniona – ostrzegając i zakazując. Musi i może wytworzyć autorytet duchowy i stać się mocą duchową, która zmusiłaby walczący świat do pewnych ograniczeń, a następnie umożliwiłaby pewne czyny i kroki.
Solidarność zachwianych rodzi się w prześladowaniu i niepewnościach: to jest jej front, cichy i pozbawiony reklamy i sensacji – nawet tam, gdzie element Siły stara się nim zawładnąć.
Jeżeli wyrazicielem buntu ma stać się wspólnota, a nie jednostka, bunt ten musi mieć podstawy duchowe, a nie opierać się na nienawiści czy władczej zmysłowości. Najwyższym wyrazem wolności dla Winstona w pewnym momencie było bowiem spółkowanie z Julią na łonie natury, w namiastce Arkadii, ale źródłem tego aktu była przede wszystkim mieszanka chuci, nienawiści i pogardy:
— Słuchaj. Im więcej miałaś mężczyzn, tym bardziej cię kocham. Rozumiesz?
— Nienawidzę czystości, nienawidzę dobra. Chciałbym wyplenić wszelką cnotę. Chciałbym, żeby wszyscy byli zepsuci do szpiku kości.
— W takim razie powinnam ci pasować, mój drogi. Jestem zepsuta do szpiku kości.
— Lubisz to? Nie konkretnie ze mną, pytam po prostu, czy lubisz to robić.
Tymczasem pierwszy etap troski o duszę Patočka widzi w pierwszej wielkiej metanoi (nawróceniu, czyli objawieniu sensu w świecie), które zaproponował Platon. Jego doktryna nieśmiertelnej duszy zakłada bowiem wyzwolenie od życia zmysłowego, którego sensem jest zaspokajanie wszelkiego rodzaju przyjemności. Patočka w pewnym miejscu stwierdza wręcz: „eros jest wielkim demonem”.
Jak ocalić człowieka w Roku 1984 i jak ocalić nas, czytelników? Troską o duszę. Więcej nawet – teraz, w czasie Wielkiego Postu, czyli okresie, w którym tyle mówi się o ascezie i nawróceniu, szczególnie warto poznać (lub ponownie odkryć) dialog Platona poświęcony nieśmiertelności duszy – Fedon.
— No, a dusza, to bezpostaciowe przecież, to, co w inne miejsce, takie samo jak ono, odlatuje, szlachetne i czyste, i bezpostaciowe, na tamten świat, doprawdy, do dobrego i rozumnego boga odchodzi, dokąd, jeśli bóg pozwoli, niedługo i mojej duszy iść wypadnie; i ona, taka właśnie z natury, miałaby, rozłączywszy się z ciałem, rozwiewać się natychmiast i ginąć, jak mówi wielu spośród ludzi? Daleko do tego, doprawdy, kochany Kebesie i Simiaszu. Tylko z pewnością raczej tak się rzeczy mają: Jeśli się oderwie czysta i żadna cząstka ciała się z nią nie wlecze, bo ona nic wspólnego z nim nie miała za życia dobrowolnie, tylko uciekała odeń i skupiała się sama w sobie, i wciąż o to dbała — a to nic innego nie znaczy, tylko że filozofowała jak należy i starała się rzeczywiście umrzeć lekko — bo czyż to nie jest właściwa troska o śmierć?
— Nieprawdaż, dusza o tych znamionach w dziedzinę podobną do niej odchodzi: bezpostaciową, boską, nieśmiertelną i rozumną, dokąd przyjdzie i będzie szczęśliwa; skończy błędną wędrówkę i wyzbędzie się bezmyślności i obaw, i żądz dzikich, i innych nieszczęść ludzkich i, jak mówią wtajemniczeni, naprawdę resztę czasu między bogami spędzi. Tak powiemy, Kebesie, czy inaczej?
— Tak jest, na Zeusa — powiedział Kebes.
Jan Patočka podkreśla: troska o duszę jest nieodłączna od troski o śmierć, a troska o śmierć jest tak naprawdę troską o życie. Życie wieczne rodzi się z bezpośredniego spojrzenia na śmierć:
To wszakże, wraz ze stosunkiem do dobra, utożsamieniem się z dobrem i wyzwoleniem z demonizmu i orgiazmu oznacza panowanie odpowiedzialności, a tym samym wolności. Dusza jest absolutnie wolna, tzn. wybiera swój los.
Jan Patočka potwierdził te słowa życiem komunistycznym reżimie. I śmiercią.
Źródła:
Marek Drwęga, Czy troska o duszę może być pojęciem użytecznym dla współczesnej filozofii?, „Kwartalnik Filozoficzny” nr 4, 2016.
Bartosz Matyja, „Solidarność zachwianych” i Karta 77. Historiozofia Jana Patočki, „Filo-Sofija” nr 1, 2016.
George Orwell, Rok 1984, Wolne Lektury.
Jan Patočka, Eseje heretyckie z filozofii dziejów, Warszawa 1998.
Platon, Fedon, Wolne Lektury.
Rafałowi J.
