Co łączy czytania mszalne z czwartku po Popielcu z piosenką Boba Dylana Gotta Serve Somebody oraz odkrywaniem sposobów i funkcji stosowania środków stylistycznych na poziomie rozszerzonym?
Dziś czwartek po Popielcu. Pierwsze czytanie (Pwt 30, 15-20) mówi o Mojżeszu, który postawił naród wybrany przed koniecznością radykalnego wyboru:
Mojżesz powiedział do ludu:
«Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, zachowywać Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść.
Ale jeśli swe serce odwrócisz, nie usłuchasz, zbłądzisz i będziesz oddawał pokłon cudzym bogom, służąc im – oświadczam wam dzisiaj, że na pewno zginiecie, niedługo zabawicie na ziemi, którą idziecie posiąść, po przejściu Jordanu.
Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego; bo tu jest twoje życie i długie trwanie twego pobytu na ziemi, którą Pan poprzysiągł dać przodkom twoim: Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi».
Po tym czytaniu następuje otwierający Księgę Psalmów psalm mądrościowy (lub dydaktyczny), w którym zostały przeciwstawione dwie postawy – sprawiedliwego, czyli wypełniającego Prawo Boże i grzesznika:
Szczęśliwy mąż,
który nie idzie za radą występnych,
nie wchodzi na drogę grzeszników
i nie siada w kole szyderców,
lecz ma upodobanie w Prawie Pana,
nad Jego Prawem rozmyśla dniem i nocą.
Jest on jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą,
które wydaje owoc w swoim czasie,
a liście jego nie więdną:
co uczyni, pomyślnie wypada.Nie tak występni, nie tak:
są oni jak plewa, którą wiatr rozmiata.
Toteż występni nie ostoją się na sądzie
ani grzesznicy – w zgromadzeniu sprawiedliwych,
bo Pan uznaje drogę sprawiedliwych,
a droga występnych zaginie.
Oba te teksty łączy zastosowany środek stylistyczny – antyteza. Słownik terminów literackich pod red. Janusza Sławińskiego (Wrocław 1988) zawiera następującą jego definicję:
Antyteza – zestawienie dwóch opozycyjnych znaczeniowo segmentów wypowiedzi (najczęściej zdań). Wiążący je kontrast semantyczny uwydatniony zostaje zwykle przez paralelizm budowy syntaktycznej i rytmicznej obu segmentów oraz przez powtórzenia i kontrasty leksykalne (antonimy).
Nieco bardziej „ludzka” definicja znajduje się w Szkolnym słowniku terminów literackich (Warszawa 1990):
Antyteza (gr. antithesis – przeciwstawienie) – zestawienie dwóch przeciwstawnych myśli w obrębie sąsiadujących ze sobą członów wypowiedzi (zdań współrzędnych przeciwstawnych, dwóch okresów, akapitów). Antyteza łączy się często z użyciem wyrazów o przeciwstawnym znaczeniu (antonimów) oraz paralelizmem budowy, który ją uwydatnia. Antyteza jest sposobem wyrażania kontrastu.
W ostatnią niedzielę papież Leon zwrócił uwagę na ten środek stylistyczny w swoim rozważaniu o Kazaniu na Górze, którym poprzedził modlitwę Anioł Pański:
W istocie Jezus analizuje niektóre przepisy Prawa odnoszące się do konkretnych przypadków życia i posługuje się językową formułą – antytezami – właśnie po to, żeby pokazać różnicę między formalną sprawiedliwością religijną a sprawiedliwością Królestwa Bożego; z jednej strony: „Słyszeliście, że powiedziano przodkom”, a z drugiej Jezus mówi: „A Ja wam powiadam”.
Antyteza jednak nie jest tylko środkiem stylistycznym – to również sposób na wyrażenie uniwersalnej prawdy antropologicznej. Natura nie znosi próżni – zawsze musimy dokonać wyboru. Wyboru między dobrem a złem, prymatem ducha i rozumu a zmysłowością, wypełnieniem obowiązku a lenistwem.
Dobitnie o tym mówi zdanie proroka Eliasza skierowane do wszystkich Izraelitów na górze Karmel: „Dopókiż będziecie chwiać się na obie strony? Jeżeli Jahwe jest [prawdziwym] Bogiem, to Jemu służcie, a jeżeli Baal, to służcie jemu!” (1 Krl 18, 21). Imię Eliasz jest imieniem konkretnym – składa się z dwóch członów: „El” oznaczającego boskość oraz imienia Boga – Jahwe. Tłumaczy się je zatem „Jahwe jest moim Bogiem” – to znaczy, że zawiera deklarację etyczną, a nawet ontologiczną. Baal natomiast to w języku hebrajskim wyraz pospolity oznaczający tyle, co „pan”, „władca”, „małżonek”, „właściciel”. W takim świetle szczególnego znaczenia nabierają słowa Mojżesza i Eliasza. Wybór, którego musimy dokonać, rozstrzyga się między konkretnym – i Jedynym – Bogiem lub wszystkim innym, co przejmie nad nami władzę jako „pan” czy „właściciel”: tym Baalem może być telefon, samochód, wygoda, dobra opinia na nasz temat…
Antyteza zatem pomaga nam nie tylko być bardziej spostrzegawczym podczas lektury tekstów i zabłysnąć na maturze, lecz także – w tym przypadku – podjąć refleksję u progu Wielkiego Postu, co wybieramy. A nie jest to działanie jednorazowe, o czym przypomina nam fraza Jerzego Lieberta: „Uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę”.
O takiej konieczności dokonywania radykalnych wyborów mówi piosenka Boba Dylana Gotta Serve Somebody z roku 1979 (nagrodzona Grammy 1980 w kategorii najlepszy męski wokal solowy). Jeśli wierzyć Dylanowi, napisanie tej piosenki zostało poprzedzone objawieniem Jezusa w pokoju hotelowym w Phoenix, na skutek którego piosenkarz przyjął Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela oraz zaczął uczęszczać na kursy biblijne. Tekst zwrotek oparty jest na bardzo rozbudowanym wyliczeniu różnych zawodów i typów ludzi, których możemy spotkać na naszej drodze. Natomiast w zakończeniu typowej dla bluesa 12-taktowej frazy, kiedy po dominancie pojawia się subdominanta, padają kluczowe słowa: „To może być diabeł [dominanta], lub to może być Pan [subdominanta], ale będziesz musiał komuś służyć [tonika]”.
Piosenka w wykonaniu Boba Dylana:
Mój ulubiony cover w wykonaniu Vulfpeck:
